wtorek, 23 września 2014

Kompetencja. Refleksja o rządzie.

Wiele się ostatnio mówi o kompetencjach, umiejętnościach, doświadczeniu. Ma to pewnie związek z powołaniem nowego rządu i jego nowymi ministrami. Dyskusja o kompetencjach odżyje zapewne za kilka tygodni, gdy kampania samorządowa będzie w pełni.

Zgodnie ze słownikiem języka polskiego, kompetencja to:
1. zakres uprawnień urzędu lub urzędnika do zajmowania się określonymi sprawami i podejmowania dotyczących ich decyzji
2. zakres czyjejś wiedzy, umiejętności i doświadczenia
3. zdolność komórek do reagowania na określone bodźce.

Czy wystarczy wiedza teoretyczna, żeby móc powiedzieć o sobie, że jest się kompetentnym w jakiejś dziedzinie? Lepsza wiedza teoretyczna bez doświadczenia, czy doświadczenie bez podkładu? 

Czy osoba, która jest kompetentna w dziedzinie A, da sobie radę w dziedzinie B? Wydaje się, że osoba zdolna, która poradziła sobie w jednym zakresie potrafi szybko zdobyć rozeznanie w specjalności B. Czy jednak w przypadku stanowisk ministerialnych mamy czas, który możemy podarować urzędnikowi, żeby się poduczył, żeby nabył specjalistyczną wiedzę niezbędną do prawidłowego wypełniania swoich obowiązków?

Uważam, że obejmowanie stanowiska przez osobę do tego nieprzygotowaną jest w sprzeczności z głoszonymi tezami dot. dbania o dobro Państwa. Rząd nie może być poligonem doświadczalnym. Uda się, czy się nie uda. Każdy rok jest ważny. Każdy rok może przynieść coś nowego, albo zostać zmarnowany. Czy nie posiadamy w kraju specjalistów gotowych już teraz zmieniać rzeczywistość, mających w ręku gotowy plan działania albo przynajmniej szkic?

Do czasu, kiedy to klucz partyjny będzie ważniejszy od posiadanych umiejętności i wiedzy, nic się nie zmieni. XXI wiek to era specjalistów, czas zdać sobie z tego sprawę. Nie wystarczy coś tam wiedzieć, trzeba się w konkretnej dziedzinie wyspecjalizować, być prawdziwym ekspertem.

Pozdrawiam, 
ms


1 komentarz:

Unknown pisze...

zgadzam się w pełni, jednak zapewniam, że nic się nie zmieni. Mamy zafajdany ustrój, gdzie partie żyją z pieniędzy podatników. Bawią się za nasze pieniądze w rządzenie i kompetencje nie mają tu nic do rzeczy. Liczy się kolesiostwo, czyli mierny, ale wierny.